Wróciłem z Egiptu. Test na covid wyszedł negatywny. Za to zakochałem się w Egipcie.
O tym kraju krąży mnóstwo nieprawdziwych informacji. Ani razu nie czułem się zagrożony, a byłem tam na własną rękę, bez biura podróży. Poznałem normalnych, szczęśliwych i pomocnych ludzi. Nikt nigdy mnie tak nie ugościł jak rodzina mojego dobrego kolegi Mahmouda. U nich pierwszy raz spróbowałem prawdziwej egipskiej kuchni. Obiad był pyszny. Umówiliśmy się, że za rok znowu się spotkamy.



Ta wyprawa miała jeden cel: pokazać, że w Egipcie przed czasami faraonów używano zaawansowanej technologii do obróbki granitu. Poniżej wybrane zdjęcia.
Po kolei
Lotnisko w Berlinie. Miasto duchów, pusto jak nigdy. Potem cztery godziny lotu do Kairu.



Zachód słońca nad Nilem.

Bilety wstępu do różnych atrakcji. Bardzo ładne, szkoda wyrzucać.

Karnak i słynna kolumnada. Obelisk, który waży setki ton. Obok resztki rampy z cegły mułowej. Takimi rampami wciągano bloki kamienia przy budowie świątyni. Przynajmniej tak się uważa.




Świątynia Hatszepsut.

Dolina Królów. Na liczniku 40 stopni, a ja wymyśliłem, że ubiorę się na ciemno :D Grobowce w środku robią robotę.


Świątynia Luksorska i aleja sfinksów.



Powrót z Luksoru do Kairu. Na zewnątrz lotniska szaleje burza piaskowa, samolot ma prawie pięć godzin opóźnienia. W końcu startujemy.




Sfinks w całej okazałości. Wielbłąd. Płaskowyż Gizy.




I ostatni rzut oka na piramidy przed powrotem do domu.

— Robert
Komentarze
Ładowanie komentarzy…