Wschód słońca na Karaibach. Jest jakaś magia w tych kolorach. Od razu przypomina mi się „Cast Away” z Tomem Hanksem. Facet miał dużo czasu na podziwianie takich widoków. Może poza światełkami z baru na plaży, gdzie serwują dobrą tequilę 😅

Siedzę, patrzę na to słońce i zastanawiam się, czy opublikować jeszcze jeden wpis. O Pani z Guadalupe i moim małym odkryciu. Wokół tej postaci jest potężny kult.
Dobra, opublikuję.
Wzgórze Tepeyac
W końcu mam chwilę, żeby napisać. Ostatnio dużo się działo. Dotarłem do jaskiń w Meksyku, w których do dziś składa się ofiary indiańskiej bogini Tonantzin. W innych częściach Ameryki Łacińskiej nazywają ją La Pachamamą, a później zaczęto ją nazywać Panią z Guadalupe.
Ale od początku. Pokażę wam coś, co niewiele osób miało okazję zobaczyć.
Będąc w Mexico City, nie można ominąć wzgórza Tepeyac. Stoi tam dziś bazylika Matki Boskiej z Guadalupe. Potężny kościół, do którego codziennie przyjeżdżają tysiące pielgrzymów z całego świata. Modlą się przed wizerunkiem świętej kobiety, która w 1531 roku objawiła się Indianinowi Juanowi Diego.
Jak ktoś nie zna tej historii, to w bardzo dużym skrócie wygląda tak.
9 grudnia 1531 roku Juan Diego idzie przez wzgórze Tepeyac i nagle słyszy piękny kobiecy śpiew zmieszany ze śpiewem ptaków. Idzie sprawdzić, co to. Na miejscu widzi świetlistą istotę, która przybrała postać kobiety. Jest niska, ma zielonkawą pelerynę na ramionach i coś trzyma w dłoniach.
Kobieta prosi Juana, żeby zbudował dla niej małą świątynię. Oryginalny tekst w indiańskim języku nahuatl mówi właściwie o ziemiance. Ludzie mają tam przychodzić, modlić się do niej i składać jej ofiary. Juan wpada w konsternację. Odpowiada, że jest biedny i nie stać go na żadne budowy. Wtedy postać mówi mu, żeby poszedł do biskupa i opowiedział o wszystkim.
Juan idzie do biskupa, ale ten mu nie wierzy i odsyła go z kwitkiem. Skracając: w końcu Indianin przekonuje biskupa, że naprawdę spotkał świętą panią. Dowodem jest jej wizerunek, który pojawił się na jego płaszczu. Ten płaszcz ma być dziś tym oryginalnym obrazem wystawionym w bazylice.
Miałem ogromne szczęście, że mogłem zobaczyć jeden z najstarszych wizerunków Pani z Guadalupe. To figurka, zdjęcie poniżej. Różni się od wizerunku na obrazie. I tu postawię kropkę.


Mouras Encantadas
Świetliste istoty, które przybierają postać kobiet i wchodzą w kontakt z ludźmi, to nie jest wyłącznie domena Ameryki Łacińskiej.
Dość niedawno, bo w 1917 roku, doszło do spektakularnego zdarzenia w małej miejscowości w Portugalii. W Fatimie. W Portugalii takie świetliste kobiety nazywa się Mouras Encantadas, czyli zaczarowane panny. Według relacji pojawiła się tam kula światła, która przeleciała nad trzydziestotysięcznym tłumem. Portugalia i Fatima są na mojej liście na ten rok.
Na mnie największe wrażenie zrobiło inne spotkanie z taką istotą, w Benbulbin w zachodniej Irlandii. Tam nie tylko przekazały ostrzeżenie, ale też zdradziły, kim są. Ale o tym przy okazji innej wyprawy 🙂
W folklorze ludzie spotykają te świetliste istoty od tysięcy lat. Dają rady i ostrzeżenia. Kiedyś często pomagały też w leczeniu chorób. Niestety dzisiaj kompletnie straciliśmy kontakt z Matką Ziemią i jej duchami. A miejsca, w których się pojawiają, zalewa się betonem.
Dlaczego skasowałem ciąg dalszy
Miał być ciąg dalszy tego wpisu. Napisałem go, a potem skasowałem.
Promowanie miejsc, które są daleko poza głównymi szlakami, szczególnie w takim mieście jak Mexico City, to nie jest dobry pomysł. Bez odpowiedniego przygotowania nie powinno się tam chodzić. Tym bardziej że często opisuję takie miejsca zbyt infantylnie i na luzie, jakby można tam było zabrać rodzinę na niedzielny spacer. Rzeczywistość tak nie wygląda. Wyprawa do takich miejsc wymaga miesięcy przygotowań.
Ale nikt nie zabrania pokazywać plaż. W zeszłym roku plaże na południu Meksyku były pokryte glonami. Wyglądało to nieciekawie i nieprzyjemnie pachniało. Ludzie mocno narzekali, że biura podróży o tym nie informowały, i turyści przyjeżdżali tu mocno zniesmaczeni. W tym roku jest dużo lepiej. Sprawdziłem osobiście, zdjęcie poniżej.

Jeszcze parę fotek
Siedzę, popijam kawę i przeglądam zdjęcia z tej przygody.
Ostatnio w prywatnych wiadomościach było mocno marudzone: „Serio, teraz będziesz publikować opis glonów na plażach?” 😂 Albo że wrzucam za mało zdjęć. To nie jest album fotograficzny, ale dobra, jeszcze parę fotek.
To miejsce było niesamowite, jak z planu filmu przygodowego. Nad bramą szaman pilnuje wejścia do świata swoich bogów. Tak samo jak Pan Indra w Kambodży pilnuje wejścia do swojego świata, którego drzwi są na szczycie pewnej budowli.
W jaskiniach ludzie do dziś składają ofiary swojej bogini. Teraz składają jej kwiaty. Kiedyś z tymi ofiarami bywało różnie.



— Robert
Komentarze
Ładowanie komentarzy…