Stan bycia w podróży. Tym razem kierunek: Półwysep Iberyjski.



Lądujemy na Costa del Sol. Do Afryki stąd jakieś 100 km 😎 Pierwsze, co widzę po wyjściu z lotniska, to Gibraltar majaczący na horyzoncie. Drugie: pomarańcze na drzewach. W grudniu. Po prostu sobie rosną przy ulicy.


Następnego dnia góry La Concha, a wieczorem kolega wpadł na piwo 😎 Dla samego jedzenia warto tu przyjechać. Serio.





Biała willa w pomarańczowym hotelu
Spacer po Marbelli i okolicach. Jest tu hotel Flamingos, w którym wszystkie budynki są pomarańczowe. Wszystkie, z wyjątkiem jednego. Kiedy przyleciał tu na wakacje Barack Obama, kazał przemalować budynek, w którym miał mieszkać, na biało 😳 I tak już zostało.



Brama, o której prawie zapomniałem
Ostatnie fotki z Malagi zrobiłem tuż przed wylotem do Polski. I dopiero w domu się zorientowałem, że zapomniałem wrzucić najważniejszego zdjęcia.



Brama Arco del Cristo. Kolejna brama na mojej drodze :) Nie tak zacna jak Brama Isztar w Berlinie, ale też robi swoje 😎 Mam wrażenie, że te bramy mnie jakoś szukają.

— Robert
Komentarze
Ładowanie komentarzy…