I kolejne zachody słońca, i kolejne. Jeszcze nie opadł kurz po Arizonie, a zaczynam nową podróż.
Tak się złożyło, że dotarłem na sam koniec świata. Adelajda w Australii. Dalej już nic nie ma. Z hotelowego okna widać krawędź płaskiej Ziemi, tam gdzie jest koniec i wodospad 😉

Zaćmienie
Rano niebo było zachmurzone i wyglądało na to, że nie uda się zobaczyć częściowego zaćmienia słońca. Ale słońce na chwilę przebiło się przez chmury i można było podziwiać to zjawisko. Udało się.
Ktoś podkręcił kolory
Zauważyłem to już pierwszego dnia po przylocie. Myślę sobie: coś jest nie tak. Jakby ktoś podkręcił pokrętło z kolorami w telewizorze. Kolory w Australii są bardziej nasycone i wyraźne.
Mam na to swoją teorię. Australia leży na półkuli południowej, powietrze jest tu czyste, a słońce świeci pod innym kątem niż u nas. Do tego światło odbija się od czerwonej ziemi, wody i roślin. Wiem, że to subiektywne odczucie, ale jak kiedyś będziecie w Australii, to zwróćcie na to uwagę. Efekt jest czadowy 🙂

Z okna samolotu
Fajnie jest wrócić do Azji.

Kilka zdjęć, które zrobiłem z samolotu w drodze z Australii do Singapuru. Gdzieś na środku Australii jest ogromna dziura w ziemi. Tak wielka, że dobrze ją widać z wysokości 12 km. Prawdopodobnie to kopalnia złota.



Potem krajobraz, jakby ktoś rozlał mleko 😀 A na koniec prawdziwa bomba: przelot nad wielkim wulkanem Agung na Bali.
Miałem fuksa, że siedziałem przy oknie i to po właściwej stronie samolotu.
Chwilę zostaję w Azji. Będą nowe filmiki 😅
— Robert
Komentarze
Ładowanie komentarzy…